Przejdź do treści

Miłość mieczem. Czy może ona zbawić od zła i potworności otaczającego świata?

*Uwaga! Tekst zawiera spoilery*

Miłość jest wtedy, gdy się jest w stanie dla kogoś poświęcić, tęskni się za kimś za każdym razem, gdy nie ma go tuż obok, martwi się o kogoś bez konkretnej przyczyny, chce się chronić tego kogoś od wszelkiego nieszczęścia… Ludzie różnie definiują to słowo, ale zarazem każdy je rozumie i wie o jego mocy. Lecz czy to uczucie może być na tyle potężne, by zbawić nas od zła, z którym spotykamy się na co dzień?

W powieści Michaiła Bułhakowa “Mistrz i Małgorzata” możemy obserwować tę niezwykłą więź tytułowych bohaterów. Zarówno mistrz, jak i Małgorzata, dopiero razem stają się “pełni” i uchronieni od zła. Kobieta w poszukiwaniu mężczyzny jest gotowa nawet zawrzeć pakt z diabłem, ale, jako że jego przyczyną była tęsknota za ukochanym, nie niesie on ze sobą wszelkich strasznych konsekwencji, jak chcieliby to Woland ze swoją świtą. Co więcej, nawet na koniec powieści po śmierci, kiedy Małgorzata i mistrz są wreszcie razem, wymykają się oni z objęć diabła. Nic nie było w stanie zniszczyć ich uczucia. Miłość w pewien sposób odgradza nas od mroku świata, który nas otacza, nieustannie napędza nas do dobrego działania i chroni przed złem.

Obrazy w ostatnich rozdziałach dzieła Bułhakowa przypominały mi płótna Marc’a Chagalla, zwłaszcza te przedstawiające artystę i jego żonę. “Nad miastem” przedstawia dwie przytulone postaci, które szybują ponad Witebskiem, miejscowością, gdzie wychowała się żona malarza. W dole wszystkie domy są jednakowego szaro-niebieskiego koloru z wyjątkiem jednego o rdzawej barwie. Niebo jest blado popielate, niemal białe, a ciemne ubrania postaci odznaczają się na nim. Wydaje się, że miłość między kobietą a mężczyzną jest silniejsza niż grawitacja i pomaga im się wznosić nad szarą codziennością, w tym momencie liczy się tylko Marc i Bella, wszyscy inni są na dole, mniej ważni.

Jednym z najbardziej klasycznych przedstawień miłości jest relacja między dwójką młodych bohaterów szekspirowskiego dramatu “Romeo i Julia”. Kochankowie muszą walczyć o swoje uczucie, bo pochodzą ze skłóconych rodów. Co chwila napotykają przeciwności losu, a na koniec wskutek nieszczęśliwego nieporozumienia razem giną. Mimo wszystkich trudności, to właśnie ich relacja zwyciężyła. Na zawsze już będą razem. Co więcej ich więź pogodziła zwaśnione rody i dzięki nim zapanował spokój w Weronie.

Inną postać miłości możemy zobaczyć w “Antygonie” Sofoklesa, kiedy to młoda tebańska księżniczka z miłości do swojego brata jest gotowa złamać prawo. Król Kreon, mając Polinejkesa za zdrajcę, zakazuje go grzebać. Dziewczyna, która kochała brata, wierząc, że bez pochówku nie będzie mógł się dostać do Hadesu, ryzykuje własne życie, sprzeciwiając się zakazowi władcy. Wściekły Kreon wtrąca Antygonę do więzienia, ale po namowie wieszcza Terezjasza, rozumie swój błąd i decyduje się wypuścić księżniczkę oraz pochować zmarłego. Niestety jest już za późno, bo dziewczyna popełniła samobójstwo. Ta historia pokazuję, że miłość zawsze zwycięża nad prawem nomos, bo, mimo tragicznego zakończenia, cel działania tebanki został osiągnięty.

Nawet we współczesnej literaturze młodzieżowej można dostrzec siłę miłości. W serii powieści o Harrym Potterze , J. K. Rowling opisała, jak wielka może być miłość matki do dziecka. Poświęcenie życia przez Lily Potter uchroniło małego czarodzieja od śmierci ze strony Lorda Voldemorta. Dzięki temu, że oddała życie za chłopca, zdobył on moc, która się okazała być potężniejsza od czarnoksiężnika i uratowała wiele tysięcy innych istnień. Autorka dzięki tej metaforze ukazała młodym czytelnikom to, ile znaczy kogoś kochać oraz, że może to zdziałać cuda.

W filmie z roku 1979 “Sprawa Kramerów” w reżyserii Roberta Bentona widzowie obserwują także miłość rodziców do dziecka. Na początku historii widzimy, jak matka podejmuje bardzo trudną decyzję, aby opuścić swojego syna i męża, mimo tego, że kocha chłopca, ponieważ musi się uporać z własnymi problemami. Na skupionego na karierze ojca spada cały obowiązek opieki nad dzieckiem. Porzucony mały Billy początkowo nie radzi sobie z szargającymi go emocjami i długo mu zajmuje przyzwyczajenie się do zmiany opiekuna, ale potem między nim a ojcem rodzi się ogromna więź. W pewnym momencie matka chłopca decyduje się pozwać męża o opiekę nad synem. Cała rozprawa jest bardzo trudna, bo małżeństwo jest zmuszone “wyciągać wszystkie brudy” dotyczące drugiej osoby, ponieważ oboje bardzo kochają swoje dziecko i każde chciałoby móc się nim zajmować cały czas. Ale czy miłość w tym przypadku nie powodowała tylko większego bólu?

Sądzę, że miłość ma ogromną moc. Potrafi sprawić niemożliwe, ale nie zbawi nas od zła. Kiedy kogoś kochamy, jesteśmy zdolni do niebywałych poświęceń, ale tym samym możemy sprawiać ból innym. Należy pamiętać, że to uczucie niesie ze sobą konsekwencje, zazwyczaj dobre, jednak nie zawsze. W czasie, gdy go doświadczamy, nie baczymy na nie, bo wtedy liczą się tylko dwie osoby – my i kochany lub kochana – nic poza tym nie istnieje. Dlatego można powiedzieć, że w pewien sposób ta magiczna więź chroni nas od zła, ale go nie niszczy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Skip to content